Weekend w Rovaniemi. Z wizytą u Świętego Mikołaja.

Przez Jagoda

Weekend w Rovaniemi (z mini spacerem po Helsinkach) wspominam z pewnym sentymentem. Właśnie wtedy, prawie dwa lata temu (koniec listopada 2022) nasza trzyletnia wówczas Ala odbyła swój pierwszy w życiu lot samolotem. Dla nas był to także pierwszy lot po długiej, kilkuletniej przerwie. Sentyment jest większy, ponieważ Rovaniemi i wizyta u Świętego Mikołaja były moim wielkim marzeniem, które po wielu rozmyślaniach i kalkulacjach zrealizowaliśmy. Choć organizacyjnie nie był to nasz najbardziej udany wyjazd, lubię do niego wracać. Finlandia mnie osobiście zauroczyła. To jeden z moich ulubionych krajów i wiem, że kiedyś tam musimy wrócić.

JAK DOTRZEĆ DO ROVANIEMI?

Sposób, w jaki podróżowaliśmy do Rovaniemi wyklarował się w naszym przypadku dość szybko. Mieszkamy na północy Wielkopolski, więc wybraliśmy lot z Poznania do Helsinek, następnie lot z Helsinek do Rovaniemi.  Z tego co wiem, linie Ryanair już niestety nie latają na trasie Poznań – Helsinki. Trzeba kombinować inaczej, np. lecieć bezpośrednio z Warszawy do Helsineki stamtąd łapać lot lub pociąg do Rovaniemi. Wydaje mi się, że podróż samolotem i pociągiem do Laponii cenowo wyjdzie podobnie. Minus to czas – samolot leci nieco ponad godzinę, natomiast pociąg pokonuje trasę w jakieś 8 -9. Jeśli decydujemy się na pociąg, warto wybrać nocny przejazd, tak, by na rano dojechać do Rovaniemi. Najlepiej wyszukiwać na stronie fińskiego przewoźnika tutaj. Jeśli chcemy uzyskać jak najniższą cenę, warto około 3 miesiące przed wyjazdem zakupić bilety. Jeśli chodzi o lot, tę trasę obsługują linie lotnicze Finnair lub norweskie tanie linie Norwegian.

Ciekawą opcją może być bezpośredni lot z Berlina na weekend do Rovaniemi. Te trasy, z tego, co widzę, od już od grudnia, obsługuje tania linia Easy Jet. Dla osób z zachodniej Polski wariant jest wart rozważenia.

Weekend w Rovaniemi – nasza trasa

Piątek: lot Poznań – Helsinki (Ryanair); sobota: lot Helsinki – Rovaniemi (Finnair); poniedziałek: lot Rovaniemi – Helsinki (Norwegian). Po 7 godzinach wieczorny lot Helsinki – Poznań.

Do Helsinek dotarliśmy pod wieczór, w związku z czym udaliśmy się od razu do hotelu. Wybraliśmy nocleg w Holiday Inn przy lotnisku. Nazajutrz, około godziny 7 rano wylatywaliśmy do Rovaniemi. Po wylądowaniu, już na lotnisku można poczuć klimat świąt. Wzędzie wisiały reklamy Wioski Świętego Mikołaja i aktywności, których można spróbować będąc w Laponii.
W każdym razie, postanowiliśmy pojechać busikiem zostawić walizki i przepakować się w naszym hotelu. Następnie pojechaliśmy od razu do Wioski Świętego Mikołaja. Niestety finalnie nie okazało się to optymalnym rozwiązaniem, bo Ala była popołudniu już mocno zmęczona. Jak się okazało, na terenie Wioski jest przechowalnia bagażu, w związku z czym, można od razu z lotniska ruszać na zwiedzanie nie tracąc czasu na dojazd do miasta (Wioska Świętego Mikołaja jest oddalona jakieś 8km od centrum Rovaniemi). Dwie noce w Rovaniemi spędziliśmy w hotelu Scandic – lokalizacja jest o tyle świetna, że bus z lotniska (który jedzie również do Wioski Świętego Mikołaja) zatrzymuje się dokładnie na przystanku pod hotelem.

Weekend w Rovaniemi – Wioska Świętego Mikołaja

Z wizytą u Świętego Mikołaja

Pierwszego dnia podczas naszego weekendu w Rovaniemi, skupiliśmy się na Wiosce Świętego Mikołaja. Jest to obszar w rodzaju parku rozrywki, jednak nie znajdziemy tu placów zabaw. Sam wstęp do Wioski jest darmowy, natomiast płatne (niestety sporo) są atrakcje. Centralnym punktem jest Biuro Świętego Mikołaja, do którego od razu poszliśmy. Jest to chyba najbardziej oblegane miejsce, a to dlatego, że urzęduje tam sam Święty Mikołaj. Aby spotkać się z nim, trzeba odstać swoje w kolejce (my czekaliśmy około 40 minut). Przed samym wejściem do pomieszczenia powitał nas jeden z elfów, spakowaliśmy nasze kurtki do torby i wtedy mogliśmy odwiedzić Mikołaja. Sama wizyta była bardzo krótka. Święty Mikołaj przywitał się z nami po polsku, zaprosił na ławeczkę i kolejny elf zrobił nam zdjęcia (tylko elfy mogą robić zdjęcia, nie ma możliwości używania swoich aparatów). Mimo, że wszystko trwało jakieś trzy minuty, spotkanie było niesamowite, a Mikołaj był dosłownie jak z bajki.

Sama wizyta u Świętego Mikołaja jest darmowa, jednak zdjęcia lub filmik (każda wizyta jest nagrywana) są płatne. My kupiliśmy jedno zdjęcie – zapłaciliśmy za nie 36 euro (cena z 2022, teraz być może jest drożej). Byliśmy nastawieni na taki wydatek, ale uważam, że było warto. Otrzymaliśmy dobrej jakości zdjęcie w formacie A4, zapakowane w teczkę sygnowaną logo Wioski Świętego Mikołaja – zresztą, zobaczcie sami (darujcie jakość, to na starych telefonach było robione).

Koło podbiegunowe

Co jeszcze ciekawego zrobiliśmy podczas wizyty w Rovaniemi? Przekroczyliśmy koło podbiegunowe północne, które przebiega przez Wioskę Świętego Mikołaja. Za 2 euro kupiliśmy imienny certyfikat przekroczenia tej granicy – kolejna ciekawa pamiątka.

Co można jeszcze zobaczyć w Wiosce Świętego Mikołaja?

W Wiosce Świętego Mikołaja odwiedziliśmy jeszcze Pocztę Świętego Mikołaja, do której przychodzą listy od dzieci z całego świata. Zajrzeliśmy do Husky Parku, gdzie przechadzaliśmy się między kojcami tych pięknych psów (nie korzystaliśmy z jazdy zaprzęgiem). Byliśmy również na Farmie Elfów – tutaj wykupiliśmy wejście, choć uważam, że atrakcja nie była warta swojej ceny (było to w okolicach 10-15 euro za dorosłego). Na miejscu mogliśmy nakarmić renifery i poobserwować inne zwierzęta, takie jak owce, kozy, alpaki, zagrodę z królikami i kurami.
Do niektórych miejsc niestety nie udało nam się dojść, ponieważ mieliśmy sytuację kryzysową z Alą, która była już zmęczona (przyznaję bez bicia, że mogliśmy ten dzień lepiej zorganizować). Wróciliśmy do hotelu, by wypocząć przed kolejnym dniem i wizytą w miejscu, które okazało się najlepszym podczas naszego pobytu w Rovaniemi. Z miejsc wartych uwagi, warto zajrzeć do Chatki Pani Mikołajowej, Szkoły Elfów czy przejechać się snowmobilem.

Porada – planując wizytę, warto zajrzeć na oficjalną stronę tutaj i sprawdzić atrakcje, restauracje oraz informacje o Wiosce.

WEEKEND W ROVANIEMI – WIZYTA NA PRAWDZIWEJ FARMIE RENIFERÓW

W Wiosce Świętego Mikołaja jest zagroda z reniferami, można się tam przejechać saniami ciągniętymi przez te zwierzęta. Nie zaglądaliśmy tam, ponieważ, po pierwsze, myślę, że w tak komercyjnym i zatłoczonym miejscu to żadna frajda i żaden klimat. Podobnie myślę o Husky Parku na terenie wioski. Kolejny powód jest taki, że podczas naszego weekendu w Rovaniemi zaplanowaliśmy wizytę na farmie reniferów, którą gorąco polecam.

Farma reniferów – informacje praktyczne

Około 15 km od Rovaniemi jest miejsce, które nazywa się Sieriporo Safaris. Jest to farma reniferów prowadzona od kilkuset lat przez jedną rodzinę, położona w lesie nad jeziorem Sierijärvi. Miejsce jest zdecydowanie urokliwe i warte odwiedzenia. Zarezerwowaliśmy wizytę przez oficjalną stronę internetową. Opcji jest kilka, inaczej wygląda wizyta na farmie zimą, inaczej w pozostałe pory roku. My wybraliśmy podstawową opcję, czyli wizytę na farmie z krótką przejażdżką saniami, karmieniem reniferów, oraz słodkim poczęstunkiem przy ogniu, wzbogaconą opowieściami właściciela na temat życia reniferów i ogólnie funkcjonowania farmy. Są także bardziej urozmaicone pakiety, takie jak reniferowe safari w lesie, czy nocne safari wraz z obserwacją zorzy polarnej. Wybraliśmy podstawową opcję ze względu na Alę. Tutaj pod uwagę warto wziąć cenę, im więcej atrakcji, tym cena jest wyższa. My płaciliśmy 79 euro za osobę dorosłą, a Ala, która miała wtedy 3 lata, jeszcze wchodziła za darmo. Opłata w wysokości bodaj 50 euro obejmuje dzieci od 4 lat do 14 (ceny z 2022 roku). Aktualny cennik i warianty zwiedzania, a także historię farmy i aktualności znajdziecie na oficjalnej stronie tutaj. W cenie, poza wizytą i atrakcjami na farmie, jest także dojazd z kilku punktów w Rovaniemi – również spod hotelu Scandic.

Jak wyglądała wizyta na farmie reniferów?

Kierowca przyjechał punktualnie – jak się okazało, był to Ari, jeden z właścicieli. Po około półgodzinnej jeździe przez ośnieżony krajobraz, dotarliśmy na farmę. Nasza grupa liczyła około 20 osób z różnych stron Europy. Gdy przyjechaliśmy, wszyscy ruszyliśmy nad zamarznięte jezioro, na którym stało kilkoro sań zaprzęgniętych w renifery. Czekała nas krótka przejażdżka po zamarzniętym jeziorze! Sanie były ze sobą połączone, a nad nimi czuwał Sampo – drugi z właścicieli. Podczas, gdy część wycieczki jechała saniami, Ari opowiadał co nieco o farmie i odpowiadał na pytania zwiedzających (wszystko po angielsku). Przejazd po zamarzniętym jeziorze był niezwykle klimatyczny.

Zwyczaje reniferów

Kiedy wszystkie grupy odbyły swoją przejażdżkę, zostaliśmy zaprowadzeni do drewnianej chaty. Wewnątrz rozpalone było ognisko, a wokół ławki, na których porozkładano futra reniferów. Przyznaję, mimo bardzo mieszanych uczuć względem futer, siedziało się na nich przyjemnie, były bardzo ciepłe. Poczęstowano nas też domowymi ciasteczkami korzennymi oraz ciepłym napojem o nazwie glögg – jest to coś w rodzaju grzanego wina, ale oczywiście w wersji bezalkoholowej. Uczestnicy wycieczki dostali również prawo jazdy na renifery.

Przy ognisku Ari opowiadał o życiu reniferów, które na zimę wracają na farmę, a przez resztę roku wędrują po kraju, o zagrożeniach, które na nie czyhają, a także o kulturze Saamów, rdzennej ludności Północy. Dowiedzieliśmy się także o systemie znakowania reniferów danego właściciela, co zapobiega ewentualnym sporom. Mimo, iż każdy ma swoje stada, okoliczni właściciele pomagają sobie nawzajem w spędzaniu reniferów na zimę. Ogólnie wydaje się, że lokalna społeczność jest ze sobą zżyta. Co może być przykre to fakt, że młodzi ludzie nie chcą kultywować zwyczajów Saamów i coraz częściej wyjeżdżają do miast na południu, co naturalnie przyczynia się do stopniowego zanikania tej tradycji i obyczajów.

Karmienie reniferów

Po ogrzaniu się i wysłuchaniu naszego przewodnika, wyruszyliśmy z powrotem na zewnątrz, tym razem na karmienie reniferów. Ari wyjaśnił, jak zachowywać się w stosunku do reniferów. Wyraźnie zaznaczył, że nie należy ich głaskać, bo to nadal dzikie zwierzęta. Część reniferów, która już dotarła na farmę na zimę miała wciąż poroża, więc na nie też trzeba było uważać – z bliska robiły wrażenie. Mieliśmy do dyspozycji kilka worków z mchem. Właściciele tłumaczyli, że dla reniferów mech to jak słodycze dla ludzi i faktycznie tak było. Byliśmy świadkami sceny, gdy nawet jeden przegonił drugiego. Podczas karmienia zarówno dorośli, jak i dzieci, świetnie się bawili. Po zakończonym karmieniu nadszedł czas pożegnania i właściciel odwiózł nas pod hotel.

Po powrocie i odpoczynku wybraliśmy się na obiad do baru mlecznego Cafe & Bar 21 – mogę go polecić z czystym sumieniem jeśli ktoś poszukuje nieco tańszej opcji na obiad – zupa łososiowa była przepyszna.

W oba dni wyszliśmy jeszcze na wieczorny spacer poza zabudowania, by wypatrywać zorzy polarnej, ale nie mieliśmy szczęścia. Niebo niestety było cały czas zachmurzone.

Spacer po Helsinkach

Ostatniego dnia czekał nas lot powrotny do Helsinek i do Poznania. Mieliśmy 6 godzin na przesiadkę, w związku z czym z lotniska pojechaliśmy do centrum miasta na spacer. Dojazd z lotniska trwa pociągiem trwa około pół godziny, koszt biletu dla dorosłego był w granicach 4 euro.

Przeszliśmy się po centrum, dotarliśmy na Plac Senacki, by zobaczyć Katedrę i pomnik cara Aleksandra II (jedyny pomnik cara poza Rosją). Poszliśmy też do Hali Targowej, gdzie można kupić wiele lokalnych przysmaków. Tam zatrzymaliśmy się na coś ciepłego do zjedzenia. Niestety nie udało nam się dotrzeć do Soboru Uspieńskiego, czyli głównej świątyni prawosławnej w Finlandii. Po powrocie na lotnisko okazało się, że nasz lot jest opóźniony 3 godziny. Do domu dotarliśmy ostatecznie nad ranem i niestety Ala źle tę podróż zniosła. Zasnęła w samolocie, potem nie chciała się ubrać i z niego wyjść. Zrobiła się z tego afera niestety, i od tego czasu unikamy nocnych lotów.

Weekend w Rovaniemi – podsumowanie

Jeśli kiedykolwiek znów będziemy na weekend w Rovaniemi (choć chciałbym polecieć do Laponii na dłużej), powtórzymy z pewnością wizytę na farmie, wybierając inny wariant. Polecam to miejsce każdemu, kto chce poznać tradycje i zwyczaje rdzennych Finów zamieszkujących północ kraju i poobcować z niesamowitymi zwierzętami jakimi są renifery. Uzupełnimy także wizytę w Wiosce Świętego Mikołaja, a jak nadarzy się okazja, zwiedzimy dokładniej Helsinki. Mimo krótkiego pobytu, Finlandia to miejsce, którego klimat mnie urzekł (ja tak mam, że chyba bardziej mnie ta północ ciągnie). Weekend w Rovaniemi to absolutne minimum. Warto zatrzymać się zimą w Laponii na dłużej, by pokorzystać z atrakcji, ciekawych zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych.

Po inspiracje podróżnicze zapraszam tutaj.

Może Ci się również spodobać

Zostaw komentarz